Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Art. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Art. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 5 września 2016

No nie wytrzymam


Cześć! 
Wiem, wiem, dwa posty w jeden dzień to przesada, ale nie mogłam się powstrzymać. W zasadzie swoje otrzymane kartki trzymam w albumach i raczej nie pochwalę się wszystkimi, bo ręce by mi uschły od stukania w klawisze, ale...  No tak się cieszę, że udało mi się wymienić za kartkę z mojej wymarzonej japońskiej serii, że po prostu muszę to jakoś uzewnętrznić. 
Historia jest zresztą ciekawa, albo może raczej nietypowa. Otóż na tę wymianę zdecydowałam się w ramach buntu, przeciwko oczernianiu swaperów na FB. Jak wiecie sama kocham narzekać, nie jestem też specjalnie ufna (bo nie raz mi się oberwało i czas było zmądrzeć), ale mimo wszystko... Wypisywanie postów na innych, bez konkretnej przyczyny, wklejanie prywatnych rozmów (szczególnie jeśli naprawdę nic ni wnoszą do dyskusji, prócz naruszania czyjejś prywatności) i jeszcze zamykanie się na jakąkolwiek krytykę - feee. W rezultacie napisałam do Li (osoby akurat oczernianej), że w ramach protestu przeciwko takim oskarżeniom chętnie się z nim wymienię, o ile tylko spodoba mu się jakaś kartka z mojego albumu, a ja chętnie przyjmę niespodziankę. No i dostałam! Istne cudo, z fantastycznymi znaczkami i naprawdę obszerną wiadomością, a w ramach szerzenia radości na odwrocie są urocze naklejki kwiatowe, utrzymane w klimacie ilustracji na przodzie. 
Nie ukrywam, że liczę na więcej! Bo szkoda marnować tak fajnie rozpoczętą na przekór innym znajomość :) 

piątek, 20 czerwca 2014

Autoanaliza stosowana

Coś chciałam i nie wiem co, znów zrobiłam się senna, czas chyba na kolejną herbatę – moje lekarstwo na przysypianie (dzięki Nika za podpowiedź, bo już traciłam nadzieję na resztki przytomności). Tak sobie siedzę i próbuję się w sobie zebrać do dalszych porządków, do zrobienia prania i co najważniejsze do tej nieszczęsnej pracy. W tym roku jakoś kiepsko mi to wychodzi. Przybija mnie niemal wszystko, mam tylko krótkie zrywy, obiecuję sobie, że to już dziś, zaraz, teraz i wielkie nic z tego wychodzi. Zaczynam się zastanawiać, czy ja się czasem nie boję tego co nastanie po obronie. Czy to nie ten wewnętrzny lęk mnie tak paraliżuje, bo może studia to tylko kolejna wymówka do odwlekania takiej pełnej dorosłości. Może to taki pretekst do udawania, że wciąż się jest tym młodym i beztroskim, mimo że od lat wcale tak nie jest? Przyznam się, że najgorzej wychodzi mi autoanaliza. Wolę jednak uciec od tego i zająć się bardziej nieco przyziemnie pocztówkami. W końcu jednak zbiorę się w sobie i może sama siebie pozytywnie zaskoczę.
Kolejna kartka i kolejna historia, tym razem przysłana mi przez Rase – Litwinkę mieszkającą w Wielkiej Brytanii wraz ze swym mężem i dziećmi. To prawdziwie mieszana rodzina, ponieważ małżonek pochodzi z Pakistanu. Przyszło mi do głowy, że ten typ kosmopolitycznych mieszanek mnie cieszy. W radosny sposób dowodzi bowiem, że naprawdę możemy wzbić się ponad podziały.

wtorek, 10 września 2013

Hanna Balicka-Fribes i jej kolendy

W ramach oczekiwania na ugotowanie się jutrzejszego posiłku mojego bohaterskiego psa, kolej na kolejną kolekcję od Edyty (nayanki). Tym razem zgodnie z tytułem będzie świątecznie, muzycznie i po prostu pięknie, bo takie też są projekty graficzne pani Hanny Balickiej-Fribes. 
Takie cudeńka mogę dostawać o każdej porze roku, może to zresztą zachęta do przygotowania Świąt u nas? Zaharowałabym się na śmierć, ale przynajmniej nie musiałabym się ruszać z domu i przestrzegać cudzych zasad. Od wypadku zdaje się, że gdzieś uleciał cały mój oportunizm i konformizm. Potocznie uważa się, że to negatywne cechy, ja na wykładach dowiedziałam się, że każdy takie nastawienie posiada w mniejszym lub większym stopniu. W moim przypadku raczej mniejszym, a teraz żadnym... bredzę. Gdzie te kartki?
Spośród całej tej plejady świątecznych przebojów nie znam tylko kolędy "A cóż z tą dzieciną". W pierwszej fazie chciałam ją po prostu wyszukać, ale uświadomiłam sobie, że jest środek nocy i rodzina już śpi, a ja podziałam gdzieś słuchawki. Wyobrażam sobie zatem jej brzmienie. 
Na odwrocie historie ze szkoły Edyty. Mnie ciekawi co też wymyśliła na pierwsze zajęcia techniki, jaki tytuł wybrała dla bloga i jak pomysł spodobał się dzieciom. Zły humor wrześniowy sam mija, to taka jesienna chandra i nie warto się jej poddawać. Ja przeżywam ten stan corocznie i powoli przestaję zwracać na niego uwagę. A kysz!
English: While waiting for my dogs dinner for tommorow to be ready, I`ve decided to add another postcard collection from my friend Edyta. On the cards you can see fantastic full of music and folklore designs of Hanna Balicka-Fribes.
I know this is not a Christmas time, but during Christmas I wont be able to write as in my mothers-in-law house computer during Christmas time is forbiden. We also can`t watch TV or even read books if we didn`t recived them from Santa... Christmas is a time for family and somethimes I am very tiread of family at this time.

Stosy Muszyńskiej

Nie wiem dziewczyny jak wy to robicie, że wysyłacie mi tyle kartek mojej ulubionej artystki malującej dzieci. Gdyby tacy ludzie nigdy się nie starzeli, jak ich prace... Moglibyśmy się cieszyć ich twórczością, coraz nową i nową. Większość pocztówek dostałam jak zwykle od Edyty (nayanki), ale są tu też kartki od Kasi (Kasiolkowa) i Ani (aberek25). 
To może zacznijmy od... Portretu Marty od Edyty, która z naturalnym bólem codzień rozstaje się z idącym do przedszkola Alkiem. Znam to uczucie, gdy mały z rana drze się wniebogłosy  by po dojściu do przedszkola zostawić nas samym sobie. Nie wiem czy cię to pocieszy, ale jeśli adaptacja przebiegnie dobrze, wszystko minie nim skończy się pierwszy semestr
Jedyną zaś radą na marudzenia z rana jest wcześniejsze, ale bardziej przeciągłe wstawanie. Daj Alkowi czas na marudzenie, nie zrywaj go. W łóżku trzeba się potulić i poprzeciągać, oboje szybko przestawicie się na ten tryb. A więc wcześniej, ale woooolnoooo.
Tymczasem Ania przysłała mi jakże szczęśliwą dziecinę. Fajna ta dziewczynka, choć na pocztówce jej całe oczy są tak ciemne, że niemal czarne są nawet białka. Zaopiekuję się nią dobrze, trafi bowiem nie tylko na bloga, ale i do ślicznej komódki, w której kiedyś były rzeczy mojego dziecka, a dziś zamieszkają tam pocztówki. Będzie jej tam naprawdę wygodnie.
Śliczna karteczka od Edyty <3 - wygrana na aukcji specjalnie dla mnie. Bardzo mi się podoba ten kangurzy sposób noszenia dzieci. Wygodnie, ciepło, blisko i bezpiecznie. Temu owiniętemu w skórę malcowi jest z pewnością dobrze. 
Kojarzący się Kasi z dzieciństwem obrazem znad łóżka, dobrze kojarzy się i mnie. Gdy byłam mała obrazki Muszyńskiej często gościły w naszym domu. Szkoda, że i one się nie odnalazły. Przepadły wyrzucone zapewne przez babcię lub zabrane przez jakąś jej opiekunkę, gdy jeszcze byłam w Krakowie. 
Pięknie wypisana kartka od Ani, choć zniszczona wiekiem - mnie szczerze oczarowała. Zgodzę się, że uśmiech tej dziewczynki potrafi ogrzać niejedno serce. Zastanawiam się co trzyma w rękach, ja w każdym razie trzymam kciuki za twoją Analizę.
A oto i "Marta" od Edyty z przejmującą opowieścią o testach alergicznych Alka. Wiesz co słonko? Ja wam proponuję zmienić dietę, na nieco bardziej ekologiczną i nawet mogę polecić ci odpowiednią książeczkę, żeby tanim kosztem wprowadzić to w życie. Małymi kroczkami, oboje poczujecie się lepiej. 
Alek ma jak Eryk, jemu też nic nie wychodzi w testach, a objawy alergii są. Mądrzy luzie podpowiedzieli mi, że to wina konserwantów, wszelkich modyfikacji roślin itd.: Chemia króluje w naszym życiu to fakt, ale odkąd powoli wprowadzam zmiany chłopcy wyglądają i czują się lepiej, no i mniej chorują!
English: Whole postcards are reprints of Danuta Muszyńska-Zamorska paintings. They were sent by my froum friends Edyta, Ania and Kasia. Girls make me smile with them, as ?I remember those cards from my childood. Gosh I am so old :) 

poniedziałek, 2 września 2013

Trudne pytania

Dziś wysyłając zgłoszenie bloga do pewnego konkursu, dotarło do mnie dlaczego tak naprawdę go piszę - choć często nieprzebrana ilość czynników wpływa na to, że ta idea ginie mi z horyzontu. Wydaje mi się, że warto poczytać o pasji, która ludziom pozwala przemierzać tysiące kilometrów, nawet jeśli nie ruszają się z domu. U dzieci rodzi miłość do pisania. Sprawia, że zbliżają się światy i kultury, a ludzie na powrót stają się sobie jakoś bliżsi i bardziej życzliwi.
Jakiś czas temu na spotkaniu z koleżanką z forum, wśród innych wrażeń wypłynęło, iż ludziom sprawia frajdę wysyłanie nam kartek. Nie mówię o szaleńcach takich jak my, ale o znajomych i nieznajomych, którzy słysząc o naszej fascynacji, ślą nam pozdrowienia ze swych podróży i często na pocztówkę przelewają swe zauroczenia lub frustracje. Mówię o ludziach, którzy poproszeni o jednorazową przysługę, pocztówkę ślą zawsze gdziekolwiek jadą, często wywołując u nas całkowite zaskoczenie. Dziś w pełni świadomie, mogę stwierdzić, że wraz z pocztówkami kolekcjonuję wspomnienia - swoje i innych.
Takie właśnie niesamowite wspomnienia zapisane na kilku kartkach przesłała mi Kinga, nawiązując do zmian jakie zaszły w jej życiu i do wrażeń z pierwszego roku studiów. Na pocztówkach z reprodukcjami plakatów autorstwa Wiesława Wałkuskiego, zapisano więc wspomnienia z liceum, wrażenia z wycieczek i tęsknotę, a wszystko to w oprawie wprost z desek teatrów, choć przedstawione na pocztówkach sztuki wystawiano w latach 1991-1994.
Zdaje mi się, że i ja pamiętam te afisze, bo właśnie wówczas moja szkolna wychowawczyni zaraziła nas miłością do teatru. Oglądaliśmy opery, balety, operetki, dramaty, komedie i musicale, a moim pierwszym przedstawieniem był bodajże "Straszny Dwór" wystawiany w Narodowym. Ta miłość została ze mną na całe liceum i okres studiów. Dziś rzadko bywam w teatrze, nie z uwagi na brak pasji, ale na finanse oraz pewną trudność w przekonaniu do sztuki Pawła. Chadzam jednak do teatru z dziećmi, które te muzę wyjątkowo sobie przypodobały, a okres wakacji gdy nie ma sztuk uważają za stracony.
English: It`s hard to explain what I was writing above, as english isn`t my first language.
Due to many circumstances I started to think why I created this blog at all. If I would like only to show my cards, I could create an album. There is no need to waste time and write, at last not if you don`t like to. I love to write, this is my passion and writing about sending and reciving cards is even more special because it let people feel closer to eachother. Postcards let us know eachother better, they release in kids love to handwriting and in adaults  honesty - they let us be together.
Those postcards are from Kinga, with Wiesław Wałkuski theatre posters from 1991 to 1994. This was a moment when I just started to know theatre, thanks to my schood teacher Ms. Kozłowska.

Many times a year she was taking us to theatre. At first we was not happy about this, but with time theatre become something special for al of us. Today after many years from time to time I see my friends from school taking they kids to theatre as I am doing.

środa, 7 sierpnia 2013

Danielowy tramwaj

Zawsze tak jest, że jeśli nie zdołam schować przed Danielem pocztówki z interesującego go tematu, nie da mi ich nawet zeskanować. Ostatnio powoli się to zmienia, bo mały cieszy się, że i jego kartki pojawiają się na blogu, a choć ta jest zdecydowanie dla mnie, z pewnością trafi do jego kolekcji. W naszym domu transportem i to nie ważne w jakim wydaniu interesują się Panowie, a głównie ten najmniejszy. Jednym z powodów radości jaki dostarczyła nam przeprowadzka, była możliwość korzystania z komunikacji miejskiej. Muszę zatem zostawiać auto i tłuc się autobusami, tramwajami i metrem, a największa radość wywołuje podróż pociągiem do babci! Ach no tak, to artystyczne cudo to pocztówka z "3m RR" od Magdy, którą chętnie wycałuję, za dokonanie takiego oto wyboru.
English: Trams are one of the reasones we moved again to Warsaw as my younger son Danny loves them! I have a car but we have to use public transort as he like to sit on the bus, tram and metro from time to time. So you can imagine how happy he is with such cards. 

Palace of culture with baloons

Pałac Kultury to nasz taki warszawski maszkaron, ludzie na niego psioczą i narzekają, ale to dobry punkt orientacyjny, ciekawy do zwiedzania labirynt, a ja się do niego po prostu przyzwyczaiłam. Owszem jest za toporny, ale ma swój urok, a na akwareli Grzegorza Chudego wygląda wręcz magicznie, wśród tych wzbijających się w niebo balonów. Taką właśnie pocztówkę z moich favów, w ramach "3m RR" przysłała mi Beifra, której serdecznie i z całego serca dziękuję. Jak dla mnie zawsze możesz chodzić na takie łatwizny kochana <3
English: Palace of Culture in center of Warsaw is a well know sign of te city, even if most of people living here heat it. For me it is an interesting pleace with labirynths of corridors and stairs and on this card by Grzegorz Chudy it looks so magical.

wtorek, 6 sierpnia 2013

Atak senności

Coś dziś wisi w powietrzu, a mnie dopada senność. Zrobiłam już obiad, teraz czas pozmywać. Mały wciąż układa puzzle, na korytarzu nadal stoją torby do rozładowania, a ja jeszcze nie popłaciłam rachunków. Siedzę jednak i klikam i oczy same się zamykają. Dobrze, że Edyta tak dużo pisze, a teraz gdy znamy się osobiście łatwiej mi się te kartki odbiera. Alek, jej syn to super dzieciak, a Daniel ciągle pyta kiedy znów się spotkają. Szkoda tylko, że w Polsce brak autostrad i jazda do Katowic zabrałaby mi całe wieki. Muszę być bardzo zmęczona, bo moje własne słowa przywodzą mi na myśl chaos. Nie jest jednak do końca tak, że plotę od rzeczy, chciałam bowiem jakoś płynnie dojść do tematyki kartek z Muszyńską. Podczas mojej nieobecności dostałam, aż trzy! Wszystkie piękne i wyjątkowe! Pierwsza to "Dziewczynka z niezapominajkami" - mnie z tymi kwiatami kojarzy się wierszyk z dzieciństwa. Nigdy ich nie zrywałam, zdaje mi się że nie mają wprawie zapachu, a że lubią wodę, te dziko rosnące szybko więdną. Mają jednak w sobie urok i czar, który sprawił że zakochałam się w wodzie, nad którą rosną.
Idąc dalej mamy równie piękną pocztówkę z obrazem zatytułowanym "Kwitnąca jabłoń". Mimo, że w ogrodzie rodziców są jabłonie jakoś zawsze przeoczam moment ich kwitnięcia, ale w tym roku kwiaty kwitły niemal w zimie... Zupełnie jak na tym niezwykle klimatycznym obrazku pani Danuty.
Został nam ostatni obraz. "Małe Marokanki" to nie do końca mój kanon, ale w spojrzeniu tej młodszej jest coś co mnie przyciąga i sprawia, że na długo zamieram w zamyśleniu. Ciekawi mnie gdzie wędrują jej myśli, dokąd prowadzi ją umysł i czy pani Danucie pozowały faktycznie Marokanki, czy prace tę tworzyła jedynie na podstawie własnych wyobrażeń.
English: While I was playing with kids during my vacations, my dear friend Edyta sent me three wonderful cards with works of Danuta Muszyńska-Zamorska. All of them are amazing with long warm messages. But my favorite one is the one in the middle with the blooming apple flowers.
So if you read me... tank you hun and have a greate summer with your boys.


piątek, 26 lipca 2013

Poranek na blogu

Przyznam się, że na dziś nie mam żadnych planów, no może poza posprawdzaniem materacy na biwak. Siedze zatem w piżamie i klikam. Mam na to tylko chwilę, bo teściowa chyba mnie udusi, jako że Ania dostarczyła jej swojego pierworodnego, a ten chętnie drze się w niebogłosy. Krzyś to urocze stworzenie, ale za często noszone - to moja oficjalna pedagogiczna diagnoza. A skoro już jesteśmy przy dzieciach to Edyta przysłała mi kolejny piękny obraz pani Danuty, uwietrzniony na pocztówce. Dziewczynka jest urocza, w przeciwieństwie do newsów z drugiej strony. Oby ta bliżej nieokreślona przysżłość, okazała się jednak "bliższa" niż "dalsza".
English: So... this is my new postcard in collection of Danuta Muszyńska-Zamorska works. I really like those kids, with big eyes. They look so real :) 

niedziela, 21 lipca 2013

Góralczyk

Strasznie zaniedbuję to miejsce, ale na wyjeździe naprawdę ciężko dostać mi się do komputera. Nie mam za to problemu z nadrabianiem kilometrów i tak dziś jadąc do Bochni zagapiłam się i trafiłam na autostradę do Katowic... zjazd po 30 km (w przybliżeniu) - mam nadzieję, że nie mają tam miejscowych pomiarów prędkości... o jaką mam nadzieję. W Bochni Eryk grał w starodawne szwedzkie gry, a my z Gosią jadłyśmy lody. Pyszne lody, a do tego cudowną kawę. Odkryłyśmy też (niestety zamknięte) atelie De La Luca <3 na Starym Mieście, na witrynie same cuda i to właśnie one zmusiło mnie bym usiadła dziś do pisania, bo skoro wyszukiwałam coś u wujka Google, grzechem byłoby nie napisac u siebie. Dzisiejsza karteczka to specjalny prezent od Edyty, reprodukcja "Góralczyka" Stefanii Brandt - Warszawskiej malarki, zmarłej jeszcze przed moim urodzeniem. Widziałam sporo jej prac, bo kilka wisi w Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie, ta jednak cieszy mnie szczególnie i każdy, kto zna mój sentyment do tradycju ludowej, od razu domyśli się dlaczego. Resztę pozostawię w niepewności. 
English: Here you are... postcard from my friend Edyta with a reproduction od Stefania Brandt work called "Góralczyk" ( from mountainman or rather mountainkid). This artist comes from Warsaw, but she died before I was born. I like her works especial this, because it relationship with folklor.