Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Australia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Australia. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 10 czerwca 2014

Koala Bear

Po nieplanowanej przerwie i wycieczce do rodziców w końcu ponownie jestem w domu. W ferworze walki z bałaganem odnalazłam kilka ciekawych kartek z mojej dawno już zapomnianej wymiany. Kilka sekund i ze skanera pocztówki przenoszą się do „magicznego pudełka”, a stąd mogę już spokojnie podzielić się z wami moim szczęściem. Misie Koala to w końcu tak urocze istoty, że nawet ja w wiecznym niedoczasie, chętnie się chwilę nad nimi zatrzymam.
Koala to torbacze, na stałe związane z drzewami, z których schodzą jedynie po to by przenieść się na kolejne. Żyją samotnie lub w niewielkich stadach z jednym samcem. Ci roślinożercy o wełnistym futrze i dużym czarnym nosie, zamieszkują wschodnią Australię i są ulubieńcami dzieci. Mnie jednak nigdy nie udało się znaleźć odpowiadającej mi wyglądem maskotki z ich podobizną, dlatego stwierdziłam ostatnio, że pokuszę się o filcową podobiznę o taką: 

poniedziałek, 9 czerwca 2014

Amazing Tasmania

Dziś od rana boli mnie głowa i nie mam po prostu na nic siły, muszę chyba iść odespać. Popołudniu muszę odebrać małego i zabrać go na lody. A potem? Sprzątamy, bo w końcu mam czas mu pomóc w opanowaniu nieporządku w jego pokoju. Dotąd jakoś nie było chwili by móc się oderwać i usiąść z nim by posegregować książki i zabawki, zetrzeć kurze... dziś będzie, bo dzisiejsze popołudnie jest tylko dla nas. Tymczasem jednak coś tylko dla mnie, a mianowicie pocztówki od Andrei wprost z Tasmanii. Piękne i zapisane jak zwykle po same brzegi.
Są tu lawendowe pola z Farmy Bridestowe, niesamowite widoki wschodniego wybrzeża, popełnione przez Andree zdjęcie krowy z okolic jej domu, pełen przegląd tamtejszej farmy, zadziwiający Port Arthur, przezabawna ciuchcia jakby żywcem wyjęta z poprzednich stuleci oraz zapierające dech w piersi Devonport. 




wtorek, 2 października 2012

Witajcie w Tasmanii


Wstałam sobie dziś koło 5:30, zaparzyłam kawę w ekspresie, owinęłam się kocem i niejako z porannego lenistwa siadłam do własnego bloga. Jakież było moje zdumienie, gdy odkryłam że dotąd nie dodałam żadnej pocztówki z Australii, a przecież mam ich nawet kilka! Trzeba koniecznie nadrobić to niedopatrzenie, szczególnie że nadawczynią większości kartek z mojej kolekcji jest Andrea – moja droga przyjaciółka. Sama już nie pamiętam w jaki sposób zaczęłyśmy ze sobą pisać, ale było to całe wieki temu. Pocztówka poniżej jest z maja, w Tasmanii było wówczas zaledwie 18 C, a nad głową często przelatywały chmury. Zawsze gdy czytam słowa Andrei mam wrażenie, jakbym stała obok wychwytując ułamek naszej wspólnej rozmowy. Tak jest i teraz, bo gdy piszę o Mt. Roland zdaje mi się, że już tam byłam, „wpadając” wprost na ten widok, tuż za zakrętem drogi z Sheffield.
To olbrzymi teren zajmowany głównie przez farmy, gdzie hoduje się krowy i uprawia warzywa. Tu też produkuje się jedyny w swoim rodzaju Ashgrove Cheese, a raz w roku odbywają się konkursy na najpiękniejszy obraz… jak sądzicie w ilu odsłonach pokazywano już tę górę? 

Australia zdecydowanie nie kojarzy mi się ze snowboardem, ale jak widać powinna. Tak przynajmniej wnioskuję z widniejącego na odwrocie znaczka!