Pokazywanie postów oznaczonych etykietą USA. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą USA. Pokaż wszystkie posty

piątek, 20 czerwca 2014

Z życia jeża


Pocztówka od Mary w ramach podziękowania za oficjalną kartkę z PC przypomniała mi moje ostatnie spotkanie z jeżem. Stałam ja, Dany i ON wpatrzony w nas jak w obrazek i wyraźnie zastanawiający się, co ci durni ludzie od niego chcą. Na szczęście jeż był w całkiem dobrym humorze i zlitował się nad parą gapiów nie zwijając się w kulkę, ale pozując niczym na wybiegu. Mnie osobiście podobało się to charakterystyczne tuptanie gdy odchodził, fajowy dźwięk jak powiedział mały...

czwartek, 17 października 2013

Upały w NY city

O czym to ja chciałam? Sama już nie wiem, tak to bywa gdy człowiekowi trudno się skoncentrować. Czytam więc pocztówki, niektóre jak tą nawet powtórnie. Kartka z sześcioma zdjęciami polaroid z NY w roli głównej przyszła do mnie od Marty w ramach RR #76, ze sposobami na upały. Zazdrościłam wówczas koleżance tej klimy, bo nasze mieszkania w większości nie są w nią wyposażone. 
English: This postcard with six polaroids of New York is a RR #76 from Marta. On the back there are couple words about summer hot days and one reasone I am jelous - climatisation in appartment. 

środa, 18 września 2013

Czas na wróżki

Przyznam się, że Marta zrobiła mi prawdziwą niespodziankę przesyłając dwie urocze karteczki z nowojorskiego antykwariatu. Pierwsza - na której zagościły pierwiosnki i szafirki, to oczekiwany favourite tag z naszego forum, ale druga to już była niespodzianka. Zanim jednak do niej przejdę kilka słów o tych kwiatkach... Pierwiosnków jakoś nie mam, choć wczoraj nawet o nich rozmawiałam. Na przedszkolnej grupie lalkowej własnie szyję prosiaczka do zabawy dla dzieciaków, a że już kończę dziewczyny zaproponowały mi naukę szydełkowania (ależ ja się robię wszechstronna), no i opracowały plan wedle którego wpierw wydziergam kocyk dla lalek, żeby się ściegów nauczyć, a potem właśnie pierwiosnki i motylki - do zabawy. Do tego wiele radości z nauki, rozmów i zabawy - prawdziwa grupa terapeutyczna, bardzo mi zresztą po wypadku potrzebna. 
Szafirki rosną u nas pod magnoliami, sama je sadziłam i czekam, aż rozrosną się i wyprą z grządki perz, który doprowadza mnie do szału. 
No i ta niespodzianka! Zdaje mi się, że te "babcine" kwiatki, bo i moja babcia z lubością sadziła je co roku na działce, to Lwie Paszcze. Tak nazywa się je u mnie, choć może mają jakąś inną bardziej profesjonalną nazwę. Jako dziecko je uwielbiałam, kładłam się o patrzyłam jak bąki wypijają z nich nektar - cudowne!
English: Those cute postcards comes from Marta. Both are with long amazin messages and greate stamps. I know that flowers well, all of them were in my grandmothers garden when she was with us. I have only Grape Hyacinth in my. But I still likes Polyanthus and Snapdgaron flowers as well. So I wish all the best for their fairies.

czwartek, 5 września 2013

Małe - wielkie cuda

Staram się nie spać, choć nie jest to łatwe. Wszystko mnie boli, a chyba najbardziej nerki i biodra. To tam oberwałam... Daniel śpi podłączony pod kroplówkę w szpitalnym łóżku, mi zostaje krzesło. Za moment Paweł zabierze mnie do domu i wróci do dziecka. Dziś odkryłam trzy rzeczy... to, że ludzie są po prostu głupi... - facet jadąc 80 km/h wjechał w nas na przejściu... wyprzedził auta, które właśnie nas przepuszczały wjeżdżając na pas pod prąd wprost w grupę pieszych... w karetce śmiałam się, że nauczyłam się latać. Śmiałam się, żeby nie płakać - to, że żyjemy zawdzięczam naszemu psu, ale jeszcze nie wiem czy psina to przeżyje. Wraz z synkiem przeleciałam koziołkując na przeciwległy pas, mój ojciec odleciał w przeciwnym kierunku, a dotąd nie wiem w jakim stanie jest pozostała dwójka biorących udział w wypadku pieszych. Żyjemy, to się liczy. 
Drugą rzeczą jakiej się dowiedziałam jest chora procedura szpitalna. Lekarz nawet mnie nie obejrzał, zadał mi kilka pytań gdy siedziałam na wózku i wysłał na tomografię czaszki i odcinka szyjnego... Nikt nie zrobił mi innych badań, dopiero gdy z płaczem po wyjęciu welfronu wstałam by móc wrócić do dziecka, poczułam jak wszystko mnie boli. Nie mogę chodzić, mam opuchnięte biodro... Przytomna pediatra małego widząc mnie spytała, czy mamy prywatny pakiet i czy może mnie koś jutro zabrać do chirurga i ortopedy, bo to nie są tylko obicia, ale co ona ma do gadania... 
Po trzecie jeśli nie krwawisz i nie ma złamania policja adnotuje brak obrażeń i znika z pola widzenia. Polskie realia... Ale co tam, żyjemy, choć przez ułamek sekundy sądziłam, że umrzemy...
Na przyniesionym przez Pawła laptopie mam kilka skanów, ale żaden nie obrazuje chyba cudu. Nie jestem szczególnie wierząca, twardo stąpam po ziemi i sama jestem kierowcą. Oceniłam straty i prawdopodobne scenariusze i nadal nie rozumiem. Nie rozumiem, skąd tyle szczęścia, ale jestem wdzięczna. Dlatego może najlepiej tutaj pasuje kartka od Marty wprost z siedziby ONZ w Nowym Yorku. W końcu pomoc jest małym cudem.
English: We are just after a car accident. Danny is still at hospital with Paul and I try not to sleep at last not until Martin will come and look if I won`t pass away. I started to write while I was sitting next to my sons bed. Now I am at home with an awful pain - good that we have private medical service card and I will go to private hospital tommorow. Good thing is we live... and... thanks to the car drived we learnt how to fly... bad is everything else... Oh a card... It is a little miracle and so is the card, because help is a miracle itself. Postcard comes from UN headquarters in NY.

wtorek, 27 sierpnia 2013

San Diego at night

Ciąg dalszy zeszłorocznych amerykańskich podróży Ewy, w tym roku zaprowadził ją i Michała (jak przypuszczam), do San Diego w Stanie Kalifornia. Stolica hrabstwa pięknie ulokowana nad Pacyfikiem zachwyca widokami i kusi łagodnym klimatem. Przesłana pocztówka to niemal reklamówka tego uroczego miejsca, a mimo widocznego ogromu miasta, widok kusi spokojem mariny.
English: Last year Ewa probably fall in love with USA because this time she visited it again. She was (amoung other pleaces) in San Diego, California from where she sent me this beautiful postcard.

środa, 7 sierpnia 2013

Way to UN

Ależ piękna jest ta pocztówka, a taka przecież prosta! Drogowskazy mnie fascynują, są jakby metaforą życia. Pocztówka z tym oto, znajdującym się w Nowym Yorku przed siedzibą Organizacji Narodów Zjednoczonych, przysłała mi oczywiście Marta z genialnymi znaczkami! Kobieto, usadź kota, usiądź, zamknij oczy i wyobraź sobie śnieg za oknem - od razu się rozluźnisz. Nie wiem co Marcie przyszło do głowy, że nie zbieram znaczków. Ktokolwiek nas odwiedzi, będzie miał szansę obejrzeć te wszystkie klasery, zbieramy nieostemplowane serie i pojedyncze egzemplarze.  To właśnie dlatego że zbieram znaczki, pocztówka musi być w takowy wyposażona, bo jak to może być, że kartka bez znaczka!
English: Here is a postcard from United Nations postal administration with a Street Sign to UN Headquaters located in front of UN Secretariat Building in New York City. This amazing card sent me Marta with even more interesting stamps. I like signpost as I see some metaphore of life in them.

piątek, 26 lipca 2013

Czara goryczy

Są wakacje i każdy zdrowy na umyśle człowiek spał by jeszcze smacznie. Śpi więc cały dom oprócz mnie. O świcie mieliśmy z Pawłem jechać na wycieczkę, ale ten już wczoraj udzielał wymijających odpowiedzi i gdybym była mądra nigdy nie nastawiłabym budzika. Nie jestem jednak mądra, ani tym bardziej żadna ze mnie realistka, jak widac nie uczę się też na błedach, bo wstałam. Teraz czuję jedynie zjadającą mnie od środka złość. W ciągu ostatniej półgodziny zdążyłam się tez wypłakać, tak więc w końcu mogę spokojnie wylać swoje żale. Tak jestem zła, i tak jest mi cholernie przykro. W tym roku wszystkie nasze plany biorą w łeb i nie jest to winą Pawła, ale czasem zdaży się coś na co mamy wpływ i przelewa to czarę goryczy. Mamy dla siebie nieludzko mało czasu. Nie pamiętam kiedy ostatnio byliśmy sami, może poza szybkimi zakupami. Tak więc kiedy pojawiła się szansa na wspólną wycieczkę skakałam z radości. W dodatku spełniłoby się moje marzenie, bo od dawna mam ochotę na zagraniczny wypad, a że Paweł tak długo odkładał wycieczkę do Urzędu w celu wyrobienia dzieciom paszportów lub dowodu - po prostu spełżło na tym, że ich nie mają i z nimi nie możemy nigdzie jechać. Dziś ostatnia taka szansa, Ewa miała zając się dziećmi, ale jemu się nie chce. Nigdy mu się nie chce. Nawet kiedy proszę o wspólny spacer po Kazimierzu, bo wstyd się przyznać, ale nigdy nie zwiedziłam tej dzielnicy. Wiem, że jest zmęczony, że dla niego to być może żadna atrakcja, że ludzie powinni się dla siebie poświęcać. Poświęcam się zatem od kilku dobrych lat i chciałabym, by teraz ktoś poświęcił się dla mnie. Nie tak jak jemu się wydaje, że będzie fajnie, ale tak by mi sprawić frajdę. A że się znowu przeliczyłam to ryczę. Jestem dużą dziewczynką, nie strzelę focha i nie pójdę sobie, ale jest to przykre i po prostu, tak po ludzku boli.
Wygadałam się... więc teraz kartka. Mimo ładnego widoczku nie będę się nią jednak zachwycać. Prosiłam bowiem nie raz i nie dwa, by wysyłać mi widoczki z miejsca ich pochodzenia, a Mount McKinley otrzymałam z Niemiec. Podpowiem, że Alaska do Niemiec nie należy O.o. Położony w górach Alaska (USA). McKinley zbudowany jest ze skał krystalicznych. Jego masyw pokryty jest wiecznym śniegiem i lodowcami, a największy z nich - o długości ok. 50 km - to lodowiec Muldrow. To również najwyższy szczyt Ameryki Północnej. To nam się rozjaśniło...
English: As usual, people don`t read. I asked many times for viewcards sent only from pleace of orgin, and as far as I know Mount McKinley is situated in Alaska not in Germany. This hudge mountian have many names: Denali, Koyukon Athabaskan for "The High One", Dghelaayce’e. It is the highest mountain peak in North America, with a summit elevation of 20,320 feet (6,194 m) above sea level. Measured by topographic prominence, it is the third most prominent peak after Mount Everest and Aconcagua. Located in the Alaska Range in the interior of US state of Alaska, it is the centerpiece of Denali National Park and Preserve.

wtorek, 4 czerwca 2013

Kiss from outerspace

Mam dziś drobnego lenia. To wynik przepychanek w polskich urzędach i na warszawskich drogach. W konsekwencji nie chce mi się zupełnie wyszukiwać informacji o przedstawionych na pocztówkach miejscach, dlatego zamiast widoczków proponuję na dziś artystyczne zdjęcia, jak to z VOUGE z sierpnia 1972 roku. Tą pocztówkę przesłała mi Ivonne, cudowna kobieta, jak sama pisze, żona, matka i babcia, która postcrossing zmieniła w doświadczenie z odrobiną nauki w tle. Z każdą kartką, którą dostaje uczy się czegoś nowego, jak ja szuka miejsc i ludzi pokazanych na fotografiach i obrazach. To przyjemne doświadczenie, dotykanie na odległość, poprzez czas i przestrzeń, rzeczy których w inny sposób nie moglibyśmy doświadczyć.
English: I am a bit lazzy today or maybe just tired after whole day in te noisy capital? Thats why I don`t want to write about views because I would look information about them. I choose to show you greate black and white picture insted. It is VOUGE from August 1972 – very impresive and so sweet in my opinion. Card was sent by Ivonne who make postcrossing into a learning experience. The same as me, she look up information about pleaces, people, paintings and everything she recives on postcards. It`s like touching other dimension throught time and space.

Alabama White Gold

Domowe rozmowy o budżecie jak zwykle popsuły mi nieco nastrój, ale to przecież nie wina kartek (choć gdyby tak podliczyć mój zapas odkryłabym zapewne, że pochłonął sporo budżetu). Po krótkim zastanowieniu dochodzę do wniosku, że czas najwyższy uporać się z moimi skarbami, a tym samym dodać kilka nowych pozycji. Na pierwszy ogień trafiły białe pola Alabamy – to nic innego jak bawełna i tu prócz skojarzenia z niechlubną niewolniczą przeszłością nasunęła mi się myśl, iż coraz mniej u nas tkanin. Jeżdżąc dziś po mieście odkryłam, że sklepy które kiedyś odwiedzałam z babcią, dawno już zniknęły z krajobrazu miasta. Tkanin których szukam, albo nie ma, albo są chińskiej produkcji, a coś lepszego należy zamówić z Niemiec przez internet. Ciekawe, że podobne odczucia ma Mary, która wysłała mi tę pocztówkę w ramach wymiany na SwapBocie. Alabama była niegdyś głównym producentem bawełny i choć niektóre rejony nadal tak wyglądają, to jak pisze koleżanka okres świetności tego Stanu jako potentata w handlu bawełną należy już do przeszłości.
English: Alabama was once a major producer of cotton. Because of the large range of products produced from it, cotton is the world`s most important fiber. It is but from my point of view I can`t find good quality cotton (or any natural) material in shops for a while. For many years in Poland we had greate linen but now fabric don`t work any more and in every shop I hear that I have to buy chinesse materials or order good quality ones from German. It is a pitty we don`t have our own fabrics any more... the same as Mary wrote... Alabama stoped to be cotton major producer now they produce steel. Everything is changing but sometimes not for better I guess. Card is a swap from SwapBot – thank you hun.

poniedziałek, 3 czerwca 2013

Lighthouses of Michigan

Chwilę mnie nie było i już się za Wami stęskniłam. Nie twierdzę jednak, że nie bawiłam się dobrze. Mimo awarii auta udało nam się bezpiecznie dojechać do Krakowa, ogarnąć i wybrać na zaplanowaną wycieczkę, a najlepsze jest to, że pogoda dopisała! Dzieci bawiły się dobrze, ja podziwiałam widoki Pienińskiego Parku, oni wspinali się w Parku Linowym, ja cieszyłam się kościołem UNESCO – oni słońcem, a wszyscy razem Zamkiem – ale o tym, gdy dojdą pocztówki! Dziś o karteczkach, które czekały na mnie w domu.
Na początek Latarnie Michigan, które przesłała mi Emily w ramach Fav RR #66. To resend, bo pocztówki ostatnio ślamazarnie do mnie dochodzą. Mapka jest urocza i można pozazdrościć koleżance tak długiego wybrzeża jej stanu, choć dla niewtajemniczonych – to śródlądowe latarnie, bo Michigan otaczają jeziora.
English: This postcard is a long waiting favorite RR #66 from Emily. On the map you can see all lighthouses of Michigan. State had 3,100 miles of shoreline bordering on four of the Five Greate Lakes – so it has over 100 lighthouses, more than any other State. It is more fascinatng because they are inland lighthouses :)

poniedziałek, 4 lutego 2013

To Protect and Shepherd!

Eh bidna Marta, eh bidna Ja, eh... biedne wszystkie matki! Ile to my się zawsze najemy nerwów przez te nasze dzieci, ile to nieprzespanych nocy, wyrwanych z głowy włosów i obgryzionych paznokci. A całe szczęście ja mogę wyżalić się Śpiącej, a ona mi i jedna rozumie drugą doskonale. To właśnie dlatego tak kocham wszystkie pocztówki z NY, bo stanowią naszą nieprzerwaną rozmowę na odległość... z tą nie jest wcale inaczej, a że to jedna z moich ulubionych kartek radość miałam podwójną. Mina tego policjanta musi być naprawdę bezcenna, a ja widzę ją zamykając oczy.
English: To Protect and Shepherd! That should be a motto of police services in that town. This is another wonderful postcard from my friend from NY – Marta. Tell me how can I not love her? I don`t remember where but few days ago I was reading about a custom of  driving flocks of sheeps from mountain pastures to valleys through one of the European capitals.

piątek, 25 stycznia 2013

Florida shells

Dostać taką pocztówkę od rodowitej mieszkanki Florydy to prawdziwe szczęście i ja je miałam. Kartkę z Fav tag`u przesłała mi Ivonne (FloridaGirl) wraz z niesamowitą wiadomością. Ivonne urodziła się i wychowała na Florydzie, tu dorastały jej córki i tu wychowuje wnuczki, ale zwiedziła też 26 innych Amerykańskich stanów. To dzięki temu z czystym sumieniem mogła opisać mi swój własny. Floryda nie jest może najpiękniejsza, ale zdecydowanie ma najlepszą pogodę! Co więcej dzięki tym muszlom, które zbieram i uwielbiam, z pewnością ja byłabym zachwycona wizytą.
English: It is a greate luck to recive such postcard from someon who can call Florida her home. My „hero” is Ivonne (FloridaGirl) greate person who was born and raised in Florida. She also visited 26 of the US states and when she writed that Florida have greate weather I can belive her.
I love this card because I am a greate fan of shells and collect them from the moment I was a child.

sobota, 19 stycznia 2013

Deer in the wild

Za oknem powoli acz systematycznie sypie się śnieg, okrywając wszystko białą kołderką. Ja natomiast piszę te słowa czekając, aż Danny zaśnie. Mamy dziś w domu napięta sytuację. Paweł ma zły humor, w ogóle nie chce ze mną rozmawiać. Dzieci to wyczuwają i pokazują rogi. Szczególnie ten młodszy jest nieznośny. W takie dni trudno mi trzymać nerwy na wodzy. Uciekam więc myślami gdzieś indziej, a że z obowiązków domowych ostało się mi tylko prasowanie, wybrałam sobie kolejną pocztówkę.
To FavRR#33 od xxiiangel – dziewczyny, której rodzina pochodzi z Filipin, ale większość swego życia Angel przeżyła w USA. Mimo to na odwrocie przepis na kurczaka adobo – tradycyjną Filipińską potrawę. Super!
English: Environmental deer habitat, Grandfather Mountaun, Linville, North Carolina – those words are written in the back of the postcard from FavRR#33. Greate card, nice stamps and message that sent me to kitchen already. Xxiiangel is a gril from Philipines who spent most of her life in USA. But even so she sent me a recipte fro Chicken Adobo – traditional dish from Philipines. Wonderful isn`t it?

piątek, 18 stycznia 2013

Karnet od przyjaciółki

Macie rację to nie koniec, nie jesteśmy nawet blisko. Tak więc następny w kolejce jest karnet od Marty! To nie jedyna Świąteczna przesyłka od Śpiącej jaką dostałam <3, powiem tylko, że moje dzieci były tak urzeczone urodzinowo-gwiazdkowymi prezentami, że miałam je z głowy na dwa dni.
Tak jak nie lubię karnetów, a już z pewnością nie-cierpię brokatu. Tak ten bardzo mi się podoba, no i koperta... tego się nie da opisać. Po prostu idealna. Marzył mi się taki śnieg i bałwan, a te pięknie udekorowane drzewka w ogródku. Mogłabym tam spędzać Wigilię. Dzięki Martuś! Ucałuj tam wszystkich nawet te twoje nieznośne koty :)
P.S. Ja też mam manie wkładania wszystkiego do pudełek.
English: This is my unique carnet from Marta. I totaly love it. It is amazing, with wonderful message and this is not the end because we recived also a present from Marta and Ralph. I won`t show it but belive me it is like WOW!

niedziela, 6 stycznia 2013

US-1881052

Wraz z oficjalną pocztówką ze Stanów Zjednoczonych Ameryki wraca mi świąteczny nastrój, kartka zresztą bardzo mi się podoba, mogłaby jedynie być nieco sztywniejsza, sama nie wiem czy to aby na pewno pocztówka, jako że jest czysta z tyłu, ale liczy się obrazek, a ten zachwycił mnie od razu. Foki, lisy polarne, królik, biały niedźwiadek i śnieżnobiała łasiczka, a wszystkie one przytulone do Św. Mikołaja.
Distance: 7,439 km
Travel time: 27 days
English: With this official postcard from Goodman Family I can once again feel the power of Christmas. I like the card very much, with all those animals and Santa Clause.

czwartek, 3 stycznia 2013

Joyous Christmas Greetings!


Do świątecznych klimatów przez najbliższy czas będziemy wracać na każdym kroku, szczególnie, że nie doszły jeszcze wszystkie tagi i rr`y z tego tematu. To właśnie jeden z takich zaległych tagów wyciągnęłam dziś ze skrzynki. Pocztówka od Mary z Teksasu z pięknym obrazkiem Alice McCoy. Kartka świetnie wpasowywuje się w moje preferencje. 
English: To Christmas topic we will go back again and again for some time, because many of my tags and rrs from this theme aren`t here jet. This one is Christmas tag from Mary - Texas and I have just recived it. I love this postcard and stamps!

niedziela, 2 grudnia 2012

Anita Jeram #1

Uwielbiam Wielkiego Brązowego Królika, bo pod takim tytułem w Polsce znamy historię zilustrowaną przez Anitę Jeram „Zgadnij jak mocno cię kocham”. Widziałam ją też pod oryginalnym tytułem, ale dzięki telewizyjnej serii, stała się jeszcze bardziej popularna. To właśnie ilustrację tej autorki przesłała mi Emily (maegsirien) jako część Fav RR#66. Moje małe cudo.
English: Anita Jeram is best known as an illustrator of children's storybooks, particularly the modern classic Guess How much I Love You, written by Sam McBratney. You might have read that book - I believe it's quite famous. I even watch a film based on the story with my younger son every day. This card is one of her illustrations sent by Emily (maegsirien) from Detroit as a part of Fav RR#66.

niedziela, 25 listopada 2012

Amish Country

To już druga moja pocztówka związana ze społecznością Amiszów, jaka dotarła do mnie w ostatnich dniach. Jest genialna, prosta, życiowa i pełna naturalnych kolorów. Zupełnie jak życie tej społeczności. Będąc młodszą nie doceniałam tego sposobu postrzegania rzeczywistości uznając go za ucisk i jest nim w najbardziej ortodoksyjnych środowiskach, teraz jednak widzę też jego niewątpliwe zalety. Nie mogłabym być Amiszem inaczej niż oni postrzegam Boga. Szanuję jednak tą wyjątkowa kulturę i uważam, że powinniśmy się od niej uczyć.
Pocztówka to kolejny Fav RR#68 od Heidi (hkappespc), której serdecznie dziękuję, za tę cudna karteczkę z Lancaster Country w Pensylwanii.
English: It is my another card with Amish comunity made by Don Shenk in Lancaster Country, Pennsylvania, where live greate amount of Amishes in such different from our and peaceful way. When I was younger I could not understand they way of life. Now I do and I admire them, I think we should learn from this comunity. Not relligion but rational look on the life and the world that surounds us.

poniedziałek, 19 listopada 2012

NY underwater

Przepiękna pocztówkę z NY dostałam dziś jako Fav RR#68 od Heidi (hkappespc)- to widok z rzeki Hudson. Miasto wygląda jakby znajdowało się pod powierzchnią wody, co na dzień dzisiejszy niewiele odbiega od prawdy, bo po Sandy wiele obszarów zalanych jest wodą.
English: Famous NY and most beautiful view from the Hudson River I`ve recived from Heidi (hkappespc) as a Fav RR#68. It looks like the city is underwater and to be honest it is almost true after hurrican Sandy. A lot of areas as still flooded with water.

sobota, 10 listopada 2012

"Siadaj i słuchaj, co ci powiem: świat jest głupi"

To wyjątkowa pocztówka od mojej przyjaciółki Susan, wyjątkowa bo opowiada o wyjątkowych ludziach. Amishe mają swoje farmy nieopodal ich domu, a Susan uważa to miejsce za jedno z najspokojniejszych na świecie. Piękne pola, zdrowe zwierzęta, uśmiechnięci i cisi ludzie oraz urocze sklepiki. W Polsce też mieszkają Amishe, nie jest im jednak lekko, bo nasza obyczajowość i zaściankowość uderzają często w tą pokojową społeczność, wielu z nich wróciło do Ameryki.
Według szacunków w USA i Kanadzie żyje 200-250 tysięcy amiszów, a z uwagi na wielodzietność ta liczba wciąż wzrasta. Wszędzie jest ciężko, ale radzą sobie wielu z nich nie jest tak ortodoksyjnych jak przedstawiają to filmy. Pozwalają dzieciom podejmować własne decyzje życiowe, wybierać inny styl życia. Zazdroszczę im bo wiodą o wiele mądrzejsze życie, na które ja nie mam odwagi. Czas to nie pieniądz, czas to szczęście bycia z rodziną.
English: This is very special postcard for me. It was set by Susan, my dear friend. Her home is not so far away from Amish comunity. They live a little over an houer from her home. Beautiful farms and cute little shops and a unique lifestyle so peaceful and quiet. There is an Amish comunity in Poland as well but little people know about it. I know and admire them sometimes I`m even jelous.