Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kids. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kids. Pokaż wszystkie posty

środa, 28 maja 2014

Heidiland

Minął wprawie calutki dzień, a z rzeczy pożytecznych odebrałam dziś jedynie syna z przedszkola i wysłałam pocztówki. No dobra poukładałam buty i zmyłam naczynia, ale zaliczyłabym to wszystko raczej do rzeczy niezbędnych niż potrzebnych jeśli rozumiecie o co mi chodzi. Warczę dziś za to dosłownie na wszystkich i lepiej nie wchodzić mi w paradę, bo mogę ugryźć. Chętnie zmiotłabym wszystko z powierzchni Ziemi, tak by pozostał tylko kurz. Czas zamknąć oczy i głęboko odetchnąć.
Nie wiem czy podziałało, ale zrobiłam się śpiąca. Daniel obrażony śpiewa „Stokrotkę” w drugim pokoju, a Eryk udając że powtarza geografię zasypia na kanapie obok. Ja natomiast od dłuższej chwili wpatruję się w dwie pocztówki od Rudi, wprost ze Szwajcarii. Na pierwszej fotografia inspirowana historią Johanny Spyri”Heidi”, która od lat inspiruje dzieci na całym świecie, choć odnoszę wrażenie, że niestety tendencja ta słabnie.

Druga to jak śmieje się Rudi narodowe zwierze Szwajcarii w otoczeniu trzech jakże sławnych szczytów: Eiger, Monch oraz Jungfrau. Oba opatrzone pięknymi znaczkami i wieloma błyszczącymi się nalejkami.

czwartek, 28 listopada 2013

Stoicka Tajlandia

Miałam się położyć, bo oczy same mi się zamykają. Paweł zrobił mi nawet herbatę na lepszy sen. Tyle, że nie mogę spać, od kilku dni ciągle jeżdżę z nim po szpitalach i przychodniach, oboje nas zalewa już krew na samą myśl o polskiej służbie zdrowia. Najgorsze jest to, że nie mijają mu te zawroty głowy. Nie może zatem prowadzić auta, nosić dziecka, chodzić po sklepach. Nawet pozmywanie kilku talerzy kończy się poważną traumą i wściekłością, nie może też pracować, bo komputer nie działa na niego zbyt dobrze. Lekarz postraszył nas, że słuch straci w jednym uchu i co? No bomba, do szpitala nas nie przyjęli w końcu to tylko jedno ucho, a nie obie ręce... Powalające... Egzamin zbliża się za to nieubłaganie, jutro muszę po prostu usiąść i się pouczyć, nie ma siły powiedziałam Pawłowi, że po prostu leży i umiera póki nie przeczytam 70 stron i się ich nie wykuję, bo jak obleję ten rok to nie wiem co my zrobimy... Dzieci też już dały mi popalić, choć może nie powinnam się dziwić.
Pocztówki? Leżą, kurzą się. Zerkam tylko na nie tęsknie i z lekkim rozrzewnieniem, bo moja skrzynka pozostaje pusta, a panie na poczcie raczej już o mnie zapomniały. Zabawne, bo wypisałam kilka kartek, które powinnam wysłać Kroke i w ramach RR, ale co z tego skoro nie mam jak iść czy pojechać na pocztę? Widziałam nawet skrzynkę przy szpitalu na Banacha, tylko nieco się jej boję, bo te kartki tam giną jakby to był jakiś potwór, jednak u pań w okienku dochodzą pewniej. 
Tymczasem ostatnia pocztówka jaką otrzymałam to niespodzianka od Beata, z jej wycieczki do Tajlandii. To musiał być cudowny urlop lecz ja zazdroszczę głównie tej wspomnianej stoickości, mam bowiem wrażenie, że w moim życiu mocno jej brakuje. 
English: I wonder is there is even a little chance to recive average postcard from Beata, because she alwais find for me something more than amazing. This time it is a card from her journey to Thailand - country of monks, beautiful views and order that I so deeply need in my life at the moment.

niedziela, 24 listopada 2013

Chwila wytchnienia

07/11/2013 To dziwne uczucie zaglądać tu po tak długim czasie, bez gotowej pocztówki do wstawienia. Znajdę ją gdy już wyleję z siebie wszystkie te pogmatwane myśli. Czuję się wypalona. Zmęczona i bezradna, a może nawet bezsilna. Niby wszystko na pierwszy rzut oka jest ok, zasypiam spokojnie, budzę się, robię śniadanie, odprowadzam synka do przedszkola, wracam i wpadam w wir obowiązków, które zdają się przyrastać z każdym dniem. Tak naprawdę jednak nie robię nic konstruktywnego, tak jakby pewne rejony własnego życia stały się dla mnie niedostępne. Nie wyrabiam się i uciekam od pewnych myśli. Jutro czeka mnie pierwsze, ale zapewne nie ostatnie apogeum tego koszmaru. Urodziny Daniela w przedszkolu, gonitwa za papierami do stypendium socjalnego i dwa zebrania, a jutro przyjeżdżają rodzice i rodzeństwo Pawła. Chyba się dziś nie położę piekąc to wszystko co powinnam, gotując, sprzątając i upewniając się, że wszystkie papiery są na miejscu. Gdzieś w tym wszystkim zgubiłam chwile na przytulenie się, naukę, a nawet przyjemności. A przecież wciąż muszę znaleźć miejsce gdzie wyrobię kolejne 6 tygodni praktyk i w końcu znaleźć pracę. Taką, która pozwoli nam przeżyć w spokoju. Nic dziwnego, że jestem przerażona.
Nie przygotowałam kartki, bo od dawna ich nie wysyłam, ani nie dostaję. To nie odwyk, ale raczej przymusowa przerwa. Są jednak takie pocztówki, którymi chciałabym się podzielić, bo nieopisane leżą w stercie na moim parapecie. Przyznam się, że ta wybrałam losowo, pociągając za wystający róg... Przyszła z Estonii od Elli i choć jej kojarzy się z czytającymi aniołkami, dla mnie to raczej para wróżek. Mimo tej niezgodności w opiniach, kartka podoba się nam obu, jest w niej coś uroczego i bajkowego, choć w pewnych momentach wydaje mi się, aż nazbyt słodka.
English: This postcard comes from Elli and was sent from Estonia, she wrote that those are reading angels but for me they are rather fairies. I like this card but it is a little to sweet for me. Any way I wanted to present it to all of you. 


wtorek, 10 września 2013

Stosy Muszyńskiej

Nie wiem dziewczyny jak wy to robicie, że wysyłacie mi tyle kartek mojej ulubionej artystki malującej dzieci. Gdyby tacy ludzie nigdy się nie starzeli, jak ich prace... Moglibyśmy się cieszyć ich twórczością, coraz nową i nową. Większość pocztówek dostałam jak zwykle od Edyty (nayanki), ale są tu też kartki od Kasi (Kasiolkowa) i Ani (aberek25). 
To może zacznijmy od... Portretu Marty od Edyty, która z naturalnym bólem codzień rozstaje się z idącym do przedszkola Alkiem. Znam to uczucie, gdy mały z rana drze się wniebogłosy  by po dojściu do przedszkola zostawić nas samym sobie. Nie wiem czy cię to pocieszy, ale jeśli adaptacja przebiegnie dobrze, wszystko minie nim skończy się pierwszy semestr
Jedyną zaś radą na marudzenia z rana jest wcześniejsze, ale bardziej przeciągłe wstawanie. Daj Alkowi czas na marudzenie, nie zrywaj go. W łóżku trzeba się potulić i poprzeciągać, oboje szybko przestawicie się na ten tryb. A więc wcześniej, ale woooolnoooo.
Tymczasem Ania przysłała mi jakże szczęśliwą dziecinę. Fajna ta dziewczynka, choć na pocztówce jej całe oczy są tak ciemne, że niemal czarne są nawet białka. Zaopiekuję się nią dobrze, trafi bowiem nie tylko na bloga, ale i do ślicznej komódki, w której kiedyś były rzeczy mojego dziecka, a dziś zamieszkają tam pocztówki. Będzie jej tam naprawdę wygodnie.
Śliczna karteczka od Edyty <3 - wygrana na aukcji specjalnie dla mnie. Bardzo mi się podoba ten kangurzy sposób noszenia dzieci. Wygodnie, ciepło, blisko i bezpiecznie. Temu owiniętemu w skórę malcowi jest z pewnością dobrze. 
Kojarzący się Kasi z dzieciństwem obrazem znad łóżka, dobrze kojarzy się i mnie. Gdy byłam mała obrazki Muszyńskiej często gościły w naszym domu. Szkoda, że i one się nie odnalazły. Przepadły wyrzucone zapewne przez babcię lub zabrane przez jakąś jej opiekunkę, gdy jeszcze byłam w Krakowie. 
Pięknie wypisana kartka od Ani, choć zniszczona wiekiem - mnie szczerze oczarowała. Zgodzę się, że uśmiech tej dziewczynki potrafi ogrzać niejedno serce. Zastanawiam się co trzyma w rękach, ja w każdym razie trzymam kciuki za twoją Analizę.
A oto i "Marta" od Edyty z przejmującą opowieścią o testach alergicznych Alka. Wiesz co słonko? Ja wam proponuję zmienić dietę, na nieco bardziej ekologiczną i nawet mogę polecić ci odpowiednią książeczkę, żeby tanim kosztem wprowadzić to w życie. Małymi kroczkami, oboje poczujecie się lepiej. 
Alek ma jak Eryk, jemu też nic nie wychodzi w testach, a objawy alergii są. Mądrzy luzie podpowiedzieli mi, że to wina konserwantów, wszelkich modyfikacji roślin itd.: Chemia króluje w naszym życiu to fakt, ale odkąd powoli wprowadzam zmiany chłopcy wyglądają i czują się lepiej, no i mniej chorują!
English: Whole postcards are reprints of Danuta Muszyńska-Zamorska paintings. They were sent by my froum friends Edyta, Ania and Kasia. Girls make me smile with them, as ?I remember those cards from my childood. Gosh I am so old :) 

czwartek, 5 września 2013

Małe - wielkie cuda

Staram się nie spać, choć nie jest to łatwe. Wszystko mnie boli, a chyba najbardziej nerki i biodra. To tam oberwałam... Daniel śpi podłączony pod kroplówkę w szpitalnym łóżku, mi zostaje krzesło. Za moment Paweł zabierze mnie do domu i wróci do dziecka. Dziś odkryłam trzy rzeczy... to, że ludzie są po prostu głupi... - facet jadąc 80 km/h wjechał w nas na przejściu... wyprzedził auta, które właśnie nas przepuszczały wjeżdżając na pas pod prąd wprost w grupę pieszych... w karetce śmiałam się, że nauczyłam się latać. Śmiałam się, żeby nie płakać - to, że żyjemy zawdzięczam naszemu psu, ale jeszcze nie wiem czy psina to przeżyje. Wraz z synkiem przeleciałam koziołkując na przeciwległy pas, mój ojciec odleciał w przeciwnym kierunku, a dotąd nie wiem w jakim stanie jest pozostała dwójka biorących udział w wypadku pieszych. Żyjemy, to się liczy. 
Drugą rzeczą jakiej się dowiedziałam jest chora procedura szpitalna. Lekarz nawet mnie nie obejrzał, zadał mi kilka pytań gdy siedziałam na wózku i wysłał na tomografię czaszki i odcinka szyjnego... Nikt nie zrobił mi innych badań, dopiero gdy z płaczem po wyjęciu welfronu wstałam by móc wrócić do dziecka, poczułam jak wszystko mnie boli. Nie mogę chodzić, mam opuchnięte biodro... Przytomna pediatra małego widząc mnie spytała, czy mamy prywatny pakiet i czy może mnie koś jutro zabrać do chirurga i ortopedy, bo to nie są tylko obicia, ale co ona ma do gadania... 
Po trzecie jeśli nie krwawisz i nie ma złamania policja adnotuje brak obrażeń i znika z pola widzenia. Polskie realia... Ale co tam, żyjemy, choć przez ułamek sekundy sądziłam, że umrzemy...
Na przyniesionym przez Pawła laptopie mam kilka skanów, ale żaden nie obrazuje chyba cudu. Nie jestem szczególnie wierząca, twardo stąpam po ziemi i sama jestem kierowcą. Oceniłam straty i prawdopodobne scenariusze i nadal nie rozumiem. Nie rozumiem, skąd tyle szczęścia, ale jestem wdzięczna. Dlatego może najlepiej tutaj pasuje kartka od Marty wprost z siedziby ONZ w Nowym Yorku. W końcu pomoc jest małym cudem.
English: We are just after a car accident. Danny is still at hospital with Paul and I try not to sleep at last not until Martin will come and look if I won`t pass away. I started to write while I was sitting next to my sons bed. Now I am at home with an awful pain - good that we have private medical service card and I will go to private hospital tommorow. Good thing is we live... and... thanks to the car drived we learnt how to fly... bad is everything else... Oh a card... It is a little miracle and so is the card, because help is a miracle itself. Postcard comes from UN headquarters in NY.

wtorek, 6 sierpnia 2013

Atak senności

Coś dziś wisi w powietrzu, a mnie dopada senność. Zrobiłam już obiad, teraz czas pozmywać. Mały wciąż układa puzzle, na korytarzu nadal stoją torby do rozładowania, a ja jeszcze nie popłaciłam rachunków. Siedzę jednak i klikam i oczy same się zamykają. Dobrze, że Edyta tak dużo pisze, a teraz gdy znamy się osobiście łatwiej mi się te kartki odbiera. Alek, jej syn to super dzieciak, a Daniel ciągle pyta kiedy znów się spotkają. Szkoda tylko, że w Polsce brak autostrad i jazda do Katowic zabrałaby mi całe wieki. Muszę być bardzo zmęczona, bo moje własne słowa przywodzą mi na myśl chaos. Nie jest jednak do końca tak, że plotę od rzeczy, chciałam bowiem jakoś płynnie dojść do tematyki kartek z Muszyńską. Podczas mojej nieobecności dostałam, aż trzy! Wszystkie piękne i wyjątkowe! Pierwsza to "Dziewczynka z niezapominajkami" - mnie z tymi kwiatami kojarzy się wierszyk z dzieciństwa. Nigdy ich nie zrywałam, zdaje mi się że nie mają wprawie zapachu, a że lubią wodę, te dziko rosnące szybko więdną. Mają jednak w sobie urok i czar, który sprawił że zakochałam się w wodzie, nad którą rosną.
Idąc dalej mamy równie piękną pocztówkę z obrazem zatytułowanym "Kwitnąca jabłoń". Mimo, że w ogrodzie rodziców są jabłonie jakoś zawsze przeoczam moment ich kwitnięcia, ale w tym roku kwiaty kwitły niemal w zimie... Zupełnie jak na tym niezwykle klimatycznym obrazku pani Danuty.
Został nam ostatni obraz. "Małe Marokanki" to nie do końca mój kanon, ale w spojrzeniu tej młodszej jest coś co mnie przyciąga i sprawia, że na długo zamieram w zamyśleniu. Ciekawi mnie gdzie wędrują jej myśli, dokąd prowadzi ją umysł i czy pani Danucie pozowały faktycznie Marokanki, czy prace tę tworzyła jedynie na podstawie własnych wyobrażeń.
English: While I was playing with kids during my vacations, my dear friend Edyta sent me three wonderful cards with works of Danuta Muszyńska-Zamorska. All of them are amazing with long warm messages. But my favorite one is the one in the middle with the blooming apple flowers.
So if you read me... tank you hun and have a greate summer with your boys.


piątek, 26 lipca 2013

Poranek na blogu

Przyznam się, że na dziś nie mam żadnych planów, no może poza posprawdzaniem materacy na biwak. Siedze zatem w piżamie i klikam. Mam na to tylko chwilę, bo teściowa chyba mnie udusi, jako że Ania dostarczyła jej swojego pierworodnego, a ten chętnie drze się w niebogłosy. Krzyś to urocze stworzenie, ale za często noszone - to moja oficjalna pedagogiczna diagnoza. A skoro już jesteśmy przy dzieciach to Edyta przysłała mi kolejny piękny obraz pani Danuty, uwietrzniony na pocztówce. Dziewczynka jest urocza, w przeciwieństwie do newsów z drugiej strony. Oby ta bliżej nieokreślona przysżłość, okazała się jednak "bliższa" niż "dalsza".
English: So... this is my new postcard in collection of Danuta Muszyńska-Zamorska works. I really like those kids, with big eyes. They look so real :) 

środa, 24 lipca 2013

Wiadomości

Dwanaście książek, tyle musiała wczoraj przeczytać bidna Edyta, nim w końcu zabrałam Daniela do spania, a Alek zawłaszczając wszystkie poduszki zamknął oczy. Była prawie północ, ja wykończona, ona chyba jeszcze bardziej. Nienawidzę alergii, przyjechałam pogadać, a tylko smarkam i mam wnerwa, atak totalnie mnie rozłożył. Teraz dzieci (niepedagogicznie) oglądają TV, Edi wycina prezent dla mnie <3, a ja jak najgorsza zaraza zajęłam jej kompa i piszę. Czuję się winna, więc kiedy we wrześniu odwiedzą nas w Warszawie, chyba przyniosę im śniadanie do łóżka. Jak widać ja nie zaczęłam dziś od porannej gazety, zamiast tego była garść leków i kawa (ależ zdrowo). Natomiast kolega z pocztówki to inna bajka, ten to wprawia się od małego i ta powaga! Kartkę z moich favów przysłał mi Uwe, jako oficjalną pocztówkę PC, za co serdecznie mu dziękuję.
DE-2284423
Distance: 943 km
Travel time: 13 days 
English: This oficial postcard from Uwe is one of my favourites. Reading kid, with such serious face expression is just pricless! Our kids were reading till midnight! Edyta had read twelve books before they both agreed to go to sleep. Nice begining.

niedziela, 21 lipca 2013

Góralczyk

Strasznie zaniedbuję to miejsce, ale na wyjeździe naprawdę ciężko dostać mi się do komputera. Nie mam za to problemu z nadrabianiem kilometrów i tak dziś jadąc do Bochni zagapiłam się i trafiłam na autostradę do Katowic... zjazd po 30 km (w przybliżeniu) - mam nadzieję, że nie mają tam miejscowych pomiarów prędkości... o jaką mam nadzieję. W Bochni Eryk grał w starodawne szwedzkie gry, a my z Gosią jadłyśmy lody. Pyszne lody, a do tego cudowną kawę. Odkryłyśmy też (niestety zamknięte) atelie De La Luca <3 na Starym Mieście, na witrynie same cuda i to właśnie one zmusiło mnie bym usiadła dziś do pisania, bo skoro wyszukiwałam coś u wujka Google, grzechem byłoby nie napisac u siebie. Dzisiejsza karteczka to specjalny prezent od Edyty, reprodukcja "Góralczyka" Stefanii Brandt - Warszawskiej malarki, zmarłej jeszcze przed moim urodzeniem. Widziałam sporo jej prac, bo kilka wisi w Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie, ta jednak cieszy mnie szczególnie i każdy, kto zna mój sentyment do tradycju ludowej, od razu domyśli się dlaczego. Resztę pozostawię w niepewności. 
English: Here you are... postcard from my friend Edyta with a reproduction od Stefania Brandt work called "Góralczyk" ( from mountainman or rather mountainkid). This artist comes from Warsaw, but she died before I was born. I like her works especial this, because it relationship with folklor.

wtorek, 2 lipca 2013

Lapps

Zupełnie nie rozumiem, czemu Finowie uważają swoje stroje ludowe za nudne. Owszem nie są może zasypane kwiatami i koronkami, ale ich prostota i kolorystyka urzeka niemal od razu. Są niezwykle praktyczne, wygodne (zgodnie z relacjami licznych znajomych) i … piękne. Dobrze, że przynajmniej Minna (flora1), która przysłała mi tę uroczą pocztówkę, uważa ludowy strój Lapps`ów (no nie wiem jak to przetłumaczyć) za godny uwagi i podziwu.
English: I can`t understand why so many of my friends from Finland don`t admire their own folklor costumes. They are lovely, simple, practical, with nice embroidery and colours. I especialy like those of Lapps, like the one from the psotcard sent by Minna (flora1). At last she likes it too :)

wtorek, 4 czerwca 2013

Kiss from outerspace

Mam dziś drobnego lenia. To wynik przepychanek w polskich urzędach i na warszawskich drogach. W konsekwencji nie chce mi się zupełnie wyszukiwać informacji o przedstawionych na pocztówkach miejscach, dlatego zamiast widoczków proponuję na dziś artystyczne zdjęcia, jak to z VOUGE z sierpnia 1972 roku. Tą pocztówkę przesłała mi Ivonne, cudowna kobieta, jak sama pisze, żona, matka i babcia, która postcrossing zmieniła w doświadczenie z odrobiną nauki w tle. Z każdą kartką, którą dostaje uczy się czegoś nowego, jak ja szuka miejsc i ludzi pokazanych na fotografiach i obrazach. To przyjemne doświadczenie, dotykanie na odległość, poprzez czas i przestrzeń, rzeczy których w inny sposób nie moglibyśmy doświadczyć.
English: I am a bit lazzy today or maybe just tired after whole day in te noisy capital? Thats why I don`t want to write about views because I would look information about them. I choose to show you greate black and white picture insted. It is VOUGE from August 1972 – very impresive and so sweet in my opinion. Card was sent by Ivonne who make postcrossing into a learning experience. The same as me, she look up information about pleaces, people, paintings and everything she recives on postcards. It`s like touching other dimension throught time and space.

środa, 22 maja 2013

Arbuza raz!

Zbiera mi się dziś od rana na złośliwości, bo mój poziom frustracji wzrósł nad wyraz szybko. Dlatego też, zaraz postaram się zakończyć przygodę z notatkami na studia i zabieram rodzinkę (czyli moją mamę i młodszego synka) na zakupy. Ostatnio odkryłam, że ta czynność bardzo poprawia mi humor, pogarsza też stan mojej kieszeni, ale na szczęście u nas na wsi nie ma rzeczy absurdalnie drogich. W planach mam odwiedziny galerii wikliny, może tam przyjdzie mi do głowy jakiś pomysł jak rozwiązać mój kuchenny problem.
Tymczasem, żeby nie zostawić was tak zupełnie bez niczego, pocztówka od Mariny! Klimat jest typowo letni, a ja od razu nabrałam ochoty na arbuzy. Moje póki co w doniczkach w szklarni, czekają na przesadzenie do gruntu. A potem, sama będę robić dzieciakom podobne fotki.
English: I am a bit flustrated today. Thats why I need to take my family for a little shoping. But not to let you with bare heands here it goes postcard from Marina in a summer climate :) My watermelons are still little but in June I will made such photos myself.

sobota, 18 maja 2013

Dorosłe rozmowy

Było już o kredkach, a teraz o samych dzieciakach. Niezależnie czy to synowie, czy córki zawsze wywołują uśmiech na twarzy rodziców. Osobiście lubię obserwować swoich synów, choć czasami potrafią wyprowadzić mnie z równowagi. Najbardziej zabawne są ich „dorosłe” pogawędki i właśnie z tym skojarzyła mi się pocztówka, jaką w ramach 6m RR wysłała mi Kesja. To piękne czarno-białe NI sprawiło mi zaiste wiele radości, której życzę każdemu kolekcjonerowi.
English: I wrote about pencils and now about kids. No matter if they are boys or girls they always make as their parents smile. I like to watch my two sons while they play or talk. Especial I like their „adault” conversations – they looks almost like this one from the postcard sent to as 6m RR by Kesja. This greate black and white NI makes me really happy and I wish this happines to all those collecting cards.

piątek, 10 maja 2013

Snow Shower

Napisałam dziś dwie prace, zapłaciłam za przedszkole, kupiłam książki dla dzieci i w końcu w tym tygodniu mam chwilę dla siebie. Siadłam więc do mojej największej pasji, jaką przez te prawie dwa lata stały się pocztówki, by podzielić się z Wami moimi skarbami. Choć na zewnątrz nieziemski upał, a mnie atakują stada komarów ja oddaję się przyjemności oglądania nieziemskiej wprost pocztówki jaką dostałam od Mariny w kwietniu. Tak jak i u nas w Rosji szalała wówczas zima, więc ta oto fotografia z Centrum Fotografii Braci Lumiere jest jak najbardziej na miejscu. Bardzo spodobał mi się ten śnieżny prysznic i od razu pomyślałam o spacerze przedszkolaków po parku z wychowawczynią.
English: Finaly I have a moment of breake and time for myself (and Danny ofcourse). So what can I do if not shering my greates pashion with you? This amazing postcard sent my Marina in April, while in Russia there was still snowy winter. As you can see this postcard from Center of Photography of Lumiere Brothers was sent in good moment. I love such black and white photos when you can see true emotions capture in one shot.

wtorek, 7 maja 2013

Kids kissing

Takie scenki rodzajowe w wykonaniu dzieci zawsze wywołują u rodziców salwy śmiechu. Są długie rozmowy i zabawne uwagi, o przyszłym nierychłym ślubie. Uwiecznione na czarno-białym zdjęciu nabierają mocy ponadczasowości. Tę właśnie magiczną siłę przyciągania wykorzystali twórcy tej pięknej pocztówki z NI, którą przesłała mi Sveta.
Jeśli wydaje się wam, że piszę jak potłuczona to niewiele się pomyliliście. Dzisiejszy dzień muszę zaliczyć do tych nieco bardziej sennych.
English: Kissing kids are always a reason to smile and talk especial for they parents. When catch on the photo they become a unique and timless, as this NI postcard. It was sent by Sveta.

wtorek, 30 kwietnia 2013

Wspomnienie z fotografii

Przed momentem zamknęłam i spakowałam moje pierwsze pełne pudełko dodanych na bloga pocztówek zagranicznych (o wymiarach 10x15). Kiedyś posegreguję pocztówki w tych pudełkach według krajów, póki co dzielę je jedynie rozmiarami oraz na polskie i zagraniczne. Żeby napełnić TO 10x15 z polskimi, brakuje mi jeszcze całkiem sporo (bo wiele naszych kartek jest niewymiarowych i wylądowało w drugim pudle). Na co zatem czekam? Sama nie wiem. Oto karteczka z favorite tagu od jabajbaj . Piękny reprint starego zdjęcia w najlepszym wydaniu. Mam w albumie zdjęcia z podobnej sesji i powiem szczerze, że bardzo brakuje mi dziś takich fotografii. Może kiedyś (gdy uzbieram na to fundusze), samo zrobimy sobie taką sesję rodzinną.
English: This is a big day, as I finnaly add one full box of cards 10x15 from abroad, now I need to finish adding the same box of polish postcard in this size. This one is a favorite tag from jabajbaj with am amazin photo in old style. I miss such photos in our albums, so maybe one day we will hake such family sesion.

piątek, 12 kwietnia 2013

Wspomnienie dzieciństwa

Kiedy to ja się w końcu odwdzięczę nayance za jej wszystkie pocztówki, bo jakoś nie mogę sobie tego wyobrazić. Obrazy Muszyńskiej to z pewnością to co przywodzi mi na myśl dzieciństwo, choć sama nie wiem dlaczego, a Edyta każdą kartką na nowo przenosi mnie w tamte choć po części beztroskie czasy. Domowe spory, problemy zdrowotne i zmęczenie odpływają choć na chwilę gdy przyglądam się pocztówkom z tej serii i wczytuję w treść wiadomości.
Tą konkretną lubię wyjątkowo z powodu kota i tego spojrzenia jakim obdarza nas dziewczynka.
English: I will probably never could say „thank you” to nayanka in a proper way in advance for the cards she is sending to me. This one I like the most of all because of the girls look and this black kat.